Przejdź do treści

11 września 2026

9 na 10 architektów nie wie, ile zarabia na projekcie. Trzy błędy w finansach pracowni architektonicznej

9 na 10 architektów nie powie od ręki, ile zarobiło na ostatnim projekcie. W środku: 3 błędy, które za to odpowiadają, policzone na liczbach: godzina asystenta za 114 zł zamiast 50, wycena za metr rozjeżdżająca stawkę efektywną prawie sześciokrotnie oraz 4 miejsca, w których godziny wyciekają poza projekt. Do tego pracownia z fakturą na 120 tys. i kosztem 159 tys. oraz abonament, który z obecnych klientów robi ponad 100 tys. zł rocznie.

9 na 10 architektów nie wie, ile zarabia. Wojciech Plona o finansach pracowni architektonicznej

Znamy architekta, który za każdym razem, kiedy wie, że trzeba usiąść do tabelki, woli odpalić CAD-a. On nie jest wyjątkiem, on jest regułą. Budynki projektujesz co do milimetra, latami szlifujesz warsztat i dopinasz każdy detal, a finanse pracowni architektonicznej prowadzisz na czuja, tak jakby to była zupełnie inna bajka, która Ciebie nie dotyczy.

9 na 10 architektów nie powie, ile zarobiło na ostatnim projekcie

Jest jedno pytanie, które zadajemy właścicielom pracowni na starcie rozmowy: ile zarobiłeś netto na ostatnim zamkniętym projekcie? Nie przychód, nie „gdzieś koło setki”, tylko konkretna kwota. Na odpowiedź dajemy 10 sekund i prawie nikt się w nich nie mieści, co jest zupełnie normalne. Normalne jest też to, że tę samą odpowiedź da się wyciągnąć w 5 czy 10 minut, bo po to są dane. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, kiedy odpowiedzi nie ma w ogóle.

Z naszych rozmów z właścicielami pracowni wychodzi, że 9 na 10 nie potrafi w ciągu 5-10 minut powiedzieć, ile realnie zostało z ostatniego projektu. To nie jest lenistwo ani brak głowy do liczb, bo architekt nie jest księgowym, a rachunkowości zarządczej nie ma w programie studiów. Ten sam mechanizm widzimy w każdej branży i opisaliśmy go we wpisie o tym, dlaczego brak kontroli nad finansami nie jest powodem do wstydu. To samo zdanie wraca zresztą u inżynierów, farmaceutów i prawników, a brzmi zawsze tak samo: nie jestem finansistą, jestem inżynierem. Dobra wiadomość jest taka, że nadrabia się to znacznie szybciej, niż się wydaje.

Błąd pierwszy: godzina asystenta kosztuje 114 złotych, a nie 50

Wystawiasz fakturę na 80 tysięcy złotych i w głowie zostaje liczba 80 tysięcy. Tylko że to jest dopiero przychód. Zysk zostaje wtedy, kiedy odejmiesz od tej kwoty wszystko, co projekt realnie zjadł: Twoje godziny, godziny asystenta, konsultantów, dojazdy oraz kawałek tego, co pracownia kosztuje co miesiąc niezależnie od tego, ile projektów akurat idzie. I tu wchodzi liczba, którą większość pracowni w ogóle nie liczy, albo liczy niepoprawnie, czyli realny koszt godziny pracy.

Idąc po kolei. Asystent zarabia 8 tysięcy złotych brutto, więc w głowie pojawia się jakieś 50 złotych za godzinę. Na tym etapie rachunek już się rozjeżdża, bo 8 tysięcy brutto to nie jest cały koszt. Doliczasz ZUS pracodawcy, biuro, oprogramowanie i licencje, urlopy oraz zwolnienia, a potem sprawdzasz, ile ten asystent naprawdę spędza na projektach, a nie na mailach, koordynacji i kawie. Po takim rachunku wychodzi, że jego godzina kosztuje pracownię około 114 złotych. Nie 50 i nie 60. Dokładnie po to są klucze podziałowe kosztów, czyli sposób na rozrzucenie kosztów pracowni po konkretnych projektach zamiast trzymania ich w jednym worku.

Tej liczby nie bierz na wiarę, tylko policz ją u siebie, bo zależy od stawek, od struktury zespołu i od tego, ile godzin realnie idzie na projekty. To ostatnie jest zwykle największym zaskoczeniem i najmocniej rusza wynik, bo efektywność pracowników bywa największą dźwignią w marży. Mechanizm widać najlepiej na końcówce: jeżeli tego samego asystenta wystawiasz klientowi po 120 złotych za godzinę, zostaje Ci 6 złotych marży na każdej godzinie. W głowie siedzi 60, w rzeczywistości jest 6, czyli 10 razy mniej. Żeby przy takiej stawce wyjść na kwotę, o której myślisz, musiałbyś zrobić 10 razy więcej takich projektów. Właśnie dlatego projekt, który z zewnątrz wygląda dobrze, potrafi się skończyć czystą stratą.

Błąd drugi: wycena za metr mówi tylko, ile zapłaci klient

Rozliczenie za metr jest w Polsce najpopularniejszym modelem w branży i jednocześnie jej zmorą. Metr niesie jedną informację: ile zapłaci klient. Nie mówi kompletnie nic o tym, ile pracy w to włożysz, a to jest dokładnie ta druga strona równania, na której robi się wynik.

Weź tego samego projektanta i te same 80 godzin na dwóch różnych projektach. Mieszkanie w bloku, 60 metrów, przebudowa: wychodzi 263 złote za godzinę. Apartament o powierzchni kilkuset metrów w centrum, z najwyższej półki, przy tych samych 80 godzinach: stawka efektywna ląduje w zupełnie innym rejonie, bo różnica sięga prawie sześciokrotności. Ten sam człowiek, ta sama jakość, te same godziny, a wynik nieporównywalny.

Jeżeli rozliczasz wszystko za metr i patrzysz wyłącznie na średnią, to ta średnia Cię okłamie. Na jednym projekcie zarabiasz krocie, na drugim dokładasz, tylko nie wiesz, na którym. Są oczywiście typy projektów, przy których rozliczenie za metr działa dobrze i nie ma powodu z niego rezygnować. Problem polega na tym, że mało który właściciel wie, które to są, więc dla uproszczenia cała oferta ląduje w jednym worku. Pierwszy krok wyjścia z tego to rozbicie oferty na typy projektów i policzenie stawki efektywnej dla każdego z osobna, drugi to uczciwe sprawdzenie, czy przypadkiem nie masz w portfelu klienta, który tylko wygląda na rentownego.

Błąd trzeci: cztery miejsca, w których godziny wyciekają poza projekt

Trzeci błąd to koszty, które rozpływają się gdzieś poza projektem. Ciekawe jest to, że w pracowniach wyciek zdarza się prawie zawsze w tych samych czterech miejscach.

Pierwsze to nadzór autorski wyceniony od metra, a realnie zżerający pół dnia przy każdej wizycie. Drugie to poprawki po kliencie, robione po zatwierdzeniu etapu, często po znajomości i bez żadnej dodatkowej faktury, a potrafią zjeść 30-50% godzin projektu. Trzecie to koordynacja branż, czyli konstruktor, instalacje oraz akustyk, a do tego godziny lidera, których w wycenie nie ma w ogóle. Czwarte to papierologia wokół projektu: umowy, faktury, spotkania, czyli kolejne 10 czy 15% czasu.

Nadzór, poprawki, koordynacja, papierologia. Cztery przeciekające zlewy, z których każdy osobno wygląda niewinnie, a razem robią w budżecie godzin dziurę, której nie widać w żadnym zestawieniu. Jeżeli tych godzin nie liczysz, rentowność pracowni istnieje wyłącznie na papierze. Domyka to zwykle prosta metodyka pracy nad projektem, czyli ustalenie, co wchodzi w zakres, a co jest osobno płatne, jeszcze zanim ruszy pierwsza wizyta na budowie.

Zysk na papierze to jeszcze nie gotówka na koncie

Tu dochodzi rzecz, która boli chyba najbardziej. Zysk na papierze wciąż nie jest kasą, którą masz na koncie i którą możesz wydać na wakacje albo na ratę samochodu. Saldo widzisz codziennie, tylko że saldo to zdjęcie zrobione dzisiaj. Czy za dwa miesiące będzie na pensje, to już zupełnie inna historia, a większość pracowni ogląda wyłącznie ten jeden obraz.

Różnicę między tymi dwiema rzeczami widać od razu, kiedy raz się ją zobaczy na własnych liczbach, a szerzej rozpisuje ją wpis o tym, czym jest cash flow. W praktyce wystarczy jedno narzędzie: prognoza cash flow na 13 tygodni, czyli ponad kwartał do przodu. Widzisz w niej, kiedy zrobi się ciasno, zanim zrobi się ciasno, a to zwykle wystarcza, żeby przestawić termin płatności albo przyspieszyć jedną fakturę.

Pracownia spod Warszawy: faktura na 120 tysięcy, koszt 159 tysięcy

Pamiętamy pracownię spod Warszawy. Sześć osób, właściciel z 15-letnim stażem, naprawdę ładne portfolio i pełne przekonanie, że wszystko idzie nieźle. Usiedliśmy do diagnozy ostatniego zamkniętego projektu, z pozoru fajnego, bo z fakturą na 120 tysięcy złotych. Policzyliśmy wszystkie godziny i realny koszt tego projektu wyszedł 159 tysięcy złotych. Na jednym dobrym projekcie, dobrym oczywiście w jego głowie, stracił prawie 40 tysięcy złotych i do dnia tej rozmowy w ogóle się tego nie spodziewał.

Co zrobił potem? Wprowadził ewidencję czasu pracy, policzył rentowność ostatnich projektów i zobaczył, które z nich były pod kreską. Zaczął fakturować to, co wcześniej rozdawał, czyli nadzór, poprawki oraz telefony, a na nowych ofertach podniósł stawki. Po 6 miesiącach marża pracowni przeskoczyła z minusa na plus, bez ani jednego nowego klienta. Te same projekty, ci sami ludzie, tylko w końcu policzone i porządnie zafakturowane.

Finanse pracowni architektonicznej to mniej tabelek, a nie więcej

U wielu architektów na samo słowo finanse pojawia się gęsia skórka, bo w głowie od razu widać kolejne wieczory w arkuszach. Jest dokładnie odwrotnie. Pełna kontrola nad finansami pracowni to kilka godzin w miesiącu, czyli mniej tabelek, a nie więcej. Spoglądasz na trzy liczby i od razu wiesz, na czym stoisz.

Właściciel z przykładu powyżej robi to dzisiaj raz w miesiącu: siada na godzinę, patrzy na trzy raporty i po prostu wie, ile zarabia. Przestał ślęczeć po nocach w Excelu i wrócił do tego, po co w ogóle założył pracownię, czyli do projektowania. Kiedy podsumowanie miesiąca przestaje być przewalaniem arkusza, a staje się analizą kilku liczb i podjęciem dwóch decyzji, słyszymy zaskakująco często, że finanse da się lubić. Pytanie, czy Excel wystarczy w firmowych finansach, ma zresztą w pracowni do 10 osób odpowiedź twierdzącą, o ile arkusz jest zbudowany na formułach i jedna osoba nad nim panuje.

Klienci, którzy dzwonią za darmo, czyli abonament za dostępność

Jest jedna rzecz, która zwykle otwiera projektantom oczy szerzej niż cała reszta. Masz klienta, u którego pan Kazio coś tam przebudowuje i dzwoni z pytaniem. Ty doradzasz, czasem wskoczysz na budowę, wszystko leci za darmo, bo zależy Ci na kliencie. Jeden architekt, z którym pracowaliśmy, miał takich klientów wielu. Usiedliśmy, policzyliśmy i wyszło, że gdyby dziesięciu z nich weszło na zwykły abonament, tu 1200 złotych miesięcznie, tam 1000 złotych, za samą dostępność, robi się z tego ponad 100 tysięcy złotych rocznie.

To są pieniądze od klientów, których realnie już masz. Bez nowego marketingu, bez budowania portfolio od zera, przy koszcie pozyskania klienta równym zeru. To jest robota, którą i tak wykonujesz, z tą drobną różnicą, że ktoś od dziś za nią płaci. Jest w tym jeszcze jeden efekt uboczny, mniej oczywisty: „po znajomości” po polsku znaczy często „bez wartości”, a umowa znaczy „poważnie”. Klienci to czują.

Cena jest najmocniejszą dźwignią, jaką masz

Z trzech dźwigni, którymi możesz ruszyć wynik pracowni, cena jest bezkonkurencyjnie najmocniejsza. Podniesienie ceny o 1% potrafi w niektórych przypadkach zrobić z zyskiem mniej więcej 3 razy więcej niż wzięcie o 1% więcej projektów i jakieś 5 razy więcej niż cięcie kosztów stałych o tę samą wartość. A większość pracowni z ceną nie robi kompletnie nic, za to co chwilę zgadza się na rabat, bo w rozmowie z klientem tak jest łatwiej. Warto więc raz policzyć, ile kosztują Cię rabaty, bo to zwykle kończy dyskusję o upustach raz na zawsze.

Drugą rzeczą jest cash flow, który jest filmem, a nie zdjęciem, więc patrzysz trzy miesiące do przodu zamiast na stan konta. A trzecia, w sumie najważniejsza, brzmi tak: kto prowadzi pracownię, ten nie powinien zgadywać, ile na niej zarabia. Cała reszta, czyli ewidencja czasu, stawki godzinowe oraz fakturowanie nadzoru, to tylko narzędzia do tego jednego zdania. Jak podnosi się rentowność w firmie usługowej, rozpisaliśmy osobno i mechanizm jest tam identyczny.

Kurs czy Zewnętrzny Dyrektor Finansowy: kto ma ułożyć finanse pracowni architektonicznej

Kurs online „Finanse pracowni architektonicznej” powstał pod pracownie mikro i małe, gdzieś do 10 osób. Bez teorii i bez lania wody, za to na realnych liczbach z pracowni: jak policzyć rentowność pojedynczego projektu, jak zbudować cennik, którego się nie wstydzisz, jak ustawić cash flow na 13 tygodni do przodu oraz jak wycenić nadzór i poprawki tak, żeby nie robić ich w prezencie. Wszystko z gotowymi arkuszami, które uzupełniasz swoimi danymi.

Powyżej tego progu narzędzia z kursu przestają wystarczać i trzeba to powiedzieć uczciwie. Kilka milionów złotych przychodu ze sprzedaży, różne typy klientów, wspólnicy z różnymi wizjami, a do tego rozmowy o sprzedaży udziałów, to już inny poziom złożoności, którego samym kursem nie ułożysz. To jest moment na rozmowę z Dyrektorem Finansowym, bo firmy o skali od 10 do 50 milionów złotych przychodu ze sprzedaży pracują w tym modelu na co dzień. Osobnym tematem zostaje wtedy sama księgowość, bo księgowość zaprojektowana przez Dyrektorów Finansowych podaje dane w formie, z której da się cokolwiek policzyć.

Podsumowanie, najkrócej jak się da

Finanse pracowni architektonicznej sprowadzają się do trzech rzeczy. Po pierwsze, znasz realny koszt swojej godziny i godziny każdej osoby w zespole, więc wiesz, ile zostaje z projektu, zanim go weźmiesz. Po drugie, liczysz godziny, które dzisiaj wyciekają poza projekt, czyli nadzór, poprawki, koordynację i papierologię, a potem albo je fakturujesz, albo świadomie wliczasz w cenę. Po trzecie, patrzysz na gotówkę do przodu, nie na saldo z dzisiaj.

Nic z tego nie wymaga zostania finansistą ani przesiadywania w arkuszach. Warsztat, który zbudowałeś przez lata, dowiózł pracownię tam, gdzie dzisiaj jest, a liczby są po prostu kolejnym narzędziem w tym warsztacie. Wystarczy raz je ustawić, żeby na pytanie o ostatni projekt odpowiedzieć konkretną kwotą, a nie „chyba nieźle”.

POLICZ FINANSE SWOJEJ PRACOWNI NA WŁASNYCH LICZBACH

Kurs online „Finanse pracowni architektonicznej” to rentowność projektu, wycena, obrona ceny, cash flow, decyzje kadrowe i raportowanie w 60 minut miesięcznie, z gotowymi arkuszami do uzupełnienia swoimi danymi. Zrobiony pod pracownie do 10 osób. Jeśli Twoja pracownia jest większa i robi kilka milionów złotych przychodu ze sprzedaży, lepszym wyborem będzie rozmowa z Dyrektorem Finansowym.

Zobacz kurs →

Inne materiały, które mogą Ci się przydać

Wojciech Plona

Przedsiębiorca i ekspert w zarządzaniu finansami małych i średnich firm. Jako Zewnętrzny Dyrektor Finansowy (CFO) w Plona Consulting wspiera właścicieli firm w skutecznym zarządzaniu rentownością, płynnością i wynikami finansowymi. Jego firma zrealizowała ponad 450 projektów doradczych, dostarczając przedsiębiorcom kluczowe dane do podejmowania trafnych decyzji biznesowych.

Wojciech także właścicielem Plona Accounting, twórcą podcastu „Finanse w Twojej Firmie” – pierwszego w Polsce formatu w pełni poświęconego zarządzaniu finansami przedsiębiorstw – oraz organizatorem konferencji o tej samej nazwie.

Kieruje się zasadą: „Dobre decyzje biznesowe zaczynają się od twardych danych”. Prywatnie pasjonat Formuły 1 i piłki nożnej.

>> Umów się na spotkanie i skonsultuj bezpłatnie dowolny temat finansowy

 

Podobne wpisy które mogą Cię zainteresować

Zazębione stalowe koła zębate maszyny przemysłowej i napis Czym jest capex, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
02 października 2026

Czym jest capex. Dlaczego inwestycję ledwo widać w wyniku, a od razu na koncie

Capex to pieniądze wydane na majątek, który pracuje dłużej niż rok. W środku znajdziesz: gdzie szukać capeksu w bilansie i w rachunku przepływów, dlaczego maszyna warta miliony obciąża wynik co roku tylko ułamkiem swojej ceny, 2 sposoby sfinansowania tej samej inwestycji, z których jeden zostawia firmie mniej niż tydzień gotówki, najnowsze dane GUS o inwestycjach firm oraz sygnał, że firma od lat zjada własny majątek.

Więcej
Stalowe imadło zaciśnięte na stosie złotych monet i napis Koszty stałe, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
02 października 2026

Koszty stałe. Dlaczego przy spadku sprzedaży jedna firma traci część zysku, a druga wpada w stratę

Koszty stałe decydują o tym, ile zysku zostaje w gorszym roku. W środku znajdziesz: definicję, w której liczy się wolumen sprzedaży, a nie kalendarz, 2 firmy z przychodem 30 milionów i identycznym zyskiem, z których jedna po spadku sprzedaży o 20% kończy rok na minusie, wzór na stopień dźwigni operacyjnej i margines bezpieczeństwa oraz kleszcze, w których 10% wzrostu kosztów stałych zabiera ponad jedną czwartą zysku.

Więcej
Metalowy stoper z czerwoną wskazówką w ruchu i napis Płynność szybka, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
01 października 2026

Wskaźnik płynności szybkiej. Dlaczego w handlu mówi więcej niż w usługach

Wskaźnik płynności szybkiej mówi, czy firma zapłaci rachunki bez sprzedawania towaru z magazynu. W środku znajdziesz: wzór w wersji Stowarzyszenia Księgowych w Polsce, mediany za 2024 rok dla 8 branż, od biur rachunkowych po produkcję maszyn, hurtownię o skali 20 milionów, w której milion kredytu na towar obniża wskaźnik do 0,8 oraz odpowiedź, dlaczego w usługach prawie pokrywa się z płynnością bieżącą, a w handlu detalicznym spada o połowę.

Więcej
Zakurzone kartony z pajęczynami na metalowym regale magazynowym i napis Bieżąca płynność, na ciemnym tle
Wojciech Plona
01 października 2026

Wskaźnik bieżącej płynności. Kiedy zapasy udają płynność

Wskaźnik bieżącej płynności liczy towar na magazynie tak samo jak pieniądze na koncie. W środku znajdziesz: jak dokładnie liczy go Stowarzyszenie Księgowych w Polsce, dlaczego zapas, którego nikt nie kupi, nadal podbija wskaźnik, firmę handlową o skali 20 milionów, której wskaźnik 1,6 po odjęciu zalegającego towaru spada do 1,4, zakup za pół miliona z konta, po którym wskaźnik nie drgnie mimo prawie pustego konta oraz 3 sprawdzenia pokazujące, czy płynność opiera się na magazynie.

Więcej
Wojciech Plona w okularach i napis Magazyn kłamie na żółtym pasku, na ciemnym tle z wykresami giełdowymi
Wojciech Plona
01 października 2026

Magazyn kłamie. Dlaczego marża w raporcie co miesiąc jest inna?

Magazyn kłamie po cichu: stan magazynowy w systemie, w księgach i na hali to często 3 różne liczby, a marża brutto liczona na ich podstawie skacze z miesiąca na miesiąc. W środku znajdziesz: skąd bierze się rozjazd między systemem a księgowością, czym jest ściema na magazynie i częściowa ewidencja, case firmy handlowej, w której marża spadła po korekcie z 25% do 19%, 4 pytania do sprawdzenia własnej firmy oraz test, który w tydzień pokaże, czy problem jest punktowy czy systemowy.

Więcej
Klepsydra z przesypującym się pomarańczowym piaskiem i napis Płynność finansowa, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
29 września 2026

Wskaźnik płynności finansowej. Trzy stopnie i jak je czytać

Wskaźnik płynności finansowej to 3 wskaźniki, a każdy mówi coś innego. W środku znajdziesz: czym różni się płynność bieżąca, szybka i gotówkowa, policzone na firmie o skali 25 milionów, dlaczego płynność I stopnia u jednego autora znaczy coś zupełnie innego niż u drugiego i w GUS, najnowsze dane GUS za 2025 rok pokazujące, że w podręcznikowych widełkach mieści się tylko 11,4% firm oraz 3 rzeczy, których wskaźnik liczony na 31 grudnia nie pokaże.

Więcej
Metalowe wiadro, z którego przez dziury w dnie wycieka woda, i napis Rentowność sprzedaży, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
29 września 2026

Wskaźnik rentowności sprzedaży. Dlaczego stoi w miejscu, kiedy sprzedaż rośnie

Wskaźnik rentowności sprzedaży przy rosnących przychodach powinien iść w górę automatycznie. W środku znajdziesz: 3 poziomy wskaźnika i pytanie, na które odpowiada każdy z nich, najnowsze dane GUS za 2025 rok, dźwignię operacyjną policzoną na firmie o skali 20 milionów, w której 20% wzrostu sprzedaży mogło dać 100% wzrostu zysku oraz przykład, w którym ten sam wzrost kończy się niższym zyskiem netto, rozłożony na 3 miejsca wycieku.

Więcej
Znak drogowy z rozwidleniem dróg i napis Rentowność kapitału własnego, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
21 września 2026

Rentowność kapitału własnego. Trzymać kapitał w firmie czy go wyjąć

Rentowność kapitału własnego 24% brzmi dobrze, dopóki nie postawisz obok niej 2 liczb. W środku znajdziesz: porównanie z obligacjami po tym samym podatku, czyli 19,44% do kieszeni wobec 4,33%; rozkład wskaźnika na 3 czynniki pokazujący, czy wynik wypracował biznes, czy stopniał kapitał; mechanizm podwajający rentowność kapitału własnego bez zarobienia złotówki więcej oraz moment, w którym wysoki wskaźnik przestaje być argumentem za wypłatą.

Więcej
Kalkulator na dokumentach finansowych i napis ROA, co to za wskaźnik, na ciemnym tle z wykresami
Wojciech Plona
21 września 2026

Wskaźnik ROA. Co mówi o firmie i dlaczego spada od długu

Wskaźnik ROA mówi, ile zysku netto przypada na złotówkę majątku firmy. W środku znajdziesz: dlaczego dług obniża ROA, a ROE podnosi, policzone na firmie o skali 25 milionów przychodu ze sprzedaży, mediany branżowe za 2024 rok zamiast krążących w sieci widełek bez źródła, przepis pozwalający trzymać tabor poza bilansem oraz 2 pułapki, przez które wysoki wskaźnik ROA bywa złą wiadomością.

Więcej
Kalkulator, notes i ołówki oraz napis ROE, czym jest i czemu każdy liczy go inaczej, na ciemnym tle z wykresami finansowymi
Wojciech Plona
21 września 2026

ROE. Co to jest i dlaczego każdy liczy je inaczej

ROE mówi, ile zysku netto przypada na złotówkę kapitału własnego, tylko że nikt go nie zdefiniował i każdy liczy inaczej. W środku znajdziesz: 4 wzory na ten sam wskaźnik dające 5 punktów procentowych różnicy w tej samej firmie, mechanizm podwajający ROE bez zarobienia złotówki więcej, prawdziwe mediany branżowe zamiast krążących w sieci widełek bez źródła oraz jedną sytuację, w której ROE trzeba odłożyć na bok.

Więcej

Zacznij zarządzać firmowymi finansami

Chciałbyś szybciej analizować finanse Twojej firmy i wyciągać z nich więcej informacji? Zamów bezpłatną, 45 minutową konsultację i sprawdź, o ile prostszy może stać się Twój biznes dzięki profesjonalnym analizom finansowym!